Hej!
Ferie były jakiś czas temu, ale nie mogłam się zebrać, żeby napisać tego posta. Jak widać po tytule, byłam w dość, niebanalnym miejscu- na Kubie :D Leciałam tam z dziadkami, w trzeci dzień ferii z lotniska w Warszawie. Lecieliśmy Dreamliner 'em, około 12 godzin. Wylądowaliśmy na lotnisku w Holguin. Pierwsze wrażenia?
-Łaaaa! Palma!!! XD
Mimo tego, że palmy widziałam w Egipcie, to te wydawały mi się bardziej malownicze, bajkowe. Ciężko mi się tam oddychać, bo powietrze było ciepłe, wilgotne i ciężkie, jednak po kilku dniach przyzwyczaiłam się. Ocean- krystalicznie czysty, przejrzysty... Ahhh... Tęsknię za tymi chwilami <3 Było naprawdę bardzo ciepło 30-35 stopni, aż miło było myśleć, że ja tu się opalam a inni marzną xD Jeśli chodzi o jedzenie, to byłam mile zaskoczona, dla każdego coś dobrego. Było dużo bananów w różnych formach, np. smażone, pieczone, panierowane, w sosie klonowym, były też owoce morza, ale ja ich osobiście bałam się spróbować xD Zakochałam się tam na nowo w ananasach <3 :P
Jeśli chodzi o ludzi, to było tam bardzo dużo Kanadyjczyków i było widać, że się znają z kelnerami, czy obsługą hotelową (jakby nie patrzeć, to jednak nie mają daleko na tę Kubę). Poznałam też tam bardzo miłych ludzi, np. małżeństwo z córeczką z Anglii, ale pochodzili z Polski (byli przemili <3), Karolinę z Malborka, państwa Szkotów z wnuczką (podszkoliłam się dzięki temu w angielskim xD).
Widok z samolotu :)
Dróżka pomiędzy bungalowami (to się tak pisze? xd).
Ocean <3
Krabik xD
Jakieś, dziwne, wodne coś xD
Oczywiście, jak moglibyśmy nie pojechać na jakąś wycieczkę krajoznawczą?! Wybraliśmy się do miasta Santiago de Cuba i muszę powiedzieć, że w hotelu jest tak pięknie, idealnie, a poza nim bieda i brud... Byliśmy we wzorowym, wyposażonym gospodarstwie, gdzie była kuchenka, lodówka, telewizor, paw, dwie świnie, papuga i mini bananowiec. Niestety nie wszystkich Kubańczyków stać na takie luksusy. Szczerze, to bałam się chodzić po mieście bez przewodniczki, gdy mieliśmy czas wolny. Więc teraz walnę kilka zdjęć z miasta :P
Byliśmy również na wycieczce w delfinarium, gdzie był pokaz lwów morskich, a następnie najlepsza rzecz, czyli... Pływanie z delfinami! Wchodziliśmy do dużego zbiornika wodnego (swoją drogą, woda była lodowata) i dzieliliśmy się na dwie grupy. Każda grupa miała swojego delfina. Głaskaliśmy go, całował nas, lizał, można było sobie również zamówić profesjonalne zdjęcie z delfinem, co uczyniliśmy (jest wywołane i powieszę go w antyramie xd). Na koniec był pokaz delfinów :D
I tak się zakończyła mniej więcej moja przygoda na Kubie. Oczywiście, nie mogliśmy wyjechać bez rumów i cygar :P Wracaliśmy z tego, co pamiętam 9 godzin, więc dużo krócej.
I na koniec zdjęcie fioletowego Słońca z samolotu :o
Pozdrawiam
~Ania
Ojej, coś mi się porobiło w kolorach i w niektórych postach są kolory czcionki, których nie powinno być, postaram się to naprawić jak najszybciej, bo na razie pomimo zmieniania koloru i aktualizowania postu, nic się nie dzieje :/
Ferie były jakiś czas temu, ale nie mogłam się zebrać, żeby napisać tego posta. Jak widać po tytule, byłam w dość, niebanalnym miejscu- na Kubie :D Leciałam tam z dziadkami, w trzeci dzień ferii z lotniska w Warszawie. Lecieliśmy Dreamliner 'em, około 12 godzin. Wylądowaliśmy na lotnisku w Holguin. Pierwsze wrażenia?
-Łaaaa! Palma!!! XD
Mimo tego, że palmy widziałam w Egipcie, to te wydawały mi się bardziej malownicze, bajkowe. Ciężko mi się tam oddychać, bo powietrze było ciepłe, wilgotne i ciężkie, jednak po kilku dniach przyzwyczaiłam się. Ocean- krystalicznie czysty, przejrzysty... Ahhh... Tęsknię za tymi chwilami <3 Było naprawdę bardzo ciepło 30-35 stopni, aż miło było myśleć, że ja tu się opalam a inni marzną xD Jeśli chodzi o jedzenie, to byłam mile zaskoczona, dla każdego coś dobrego. Było dużo bananów w różnych formach, np. smażone, pieczone, panierowane, w sosie klonowym, były też owoce morza, ale ja ich osobiście bałam się spróbować xD Zakochałam się tam na nowo w ananasach <3 :P
Jeśli chodzi o ludzi, to było tam bardzo dużo Kanadyjczyków i było widać, że się znają z kelnerami, czy obsługą hotelową (jakby nie patrzeć, to jednak nie mają daleko na tę Kubę). Poznałam też tam bardzo miłych ludzi, np. małżeństwo z córeczką z Anglii, ale pochodzili z Polski (byli przemili <3), Karolinę z Malborka, państwa Szkotów z wnuczką (podszkoliłam się dzięki temu w angielskim xD).
Widok z samolotu :)
Łabędź z ptysiów xD Zakochałam się tam w ciastach i słodyczach! Po prostu pycha! :3
Dróżka pomiędzy bungalowami (to się tak pisze? xd).
Ocean <3
Krabik xD
Oczywiście, jak moglibyśmy nie pojechać na jakąś wycieczkę krajoznawczą?! Wybraliśmy się do miasta Santiago de Cuba i muszę powiedzieć, że w hotelu jest tak pięknie, idealnie, a poza nim bieda i brud... Byliśmy we wzorowym, wyposażonym gospodarstwie, gdzie była kuchenka, lodówka, telewizor, paw, dwie świnie, papuga i mini bananowiec. Niestety nie wszystkich Kubańczyków stać na takie luksusy. Szczerze, to bałam się chodzić po mieście bez przewodniczki, gdy mieliśmy czas wolny. Więc teraz walnę kilka zdjęć z miasta :P
I oczywiście cudne, stare samochody <3
Byliśmy również na wycieczce w delfinarium, gdzie był pokaz lwów morskich, a następnie najlepsza rzecz, czyli... Pływanie z delfinami! Wchodziliśmy do dużego zbiornika wodnego (swoją drogą, woda była lodowata) i dzieliliśmy się na dwie grupy. Każda grupa miała swojego delfina. Głaskaliśmy go, całował nas, lizał, można było sobie również zamówić profesjonalne zdjęcie z delfinem, co uczyniliśmy (jest wywołane i powieszę go w antyramie xd). Na koniec był pokaz delfinów :D
I tak się zakończyła mniej więcej moja przygoda na Kubie. Oczywiście, nie mogliśmy wyjechać bez rumów i cygar :P Wracaliśmy z tego, co pamiętam 9 godzin, więc dużo krócej.

I na koniec zdjęcie fioletowego Słońca z samolotu :o
Pozdrawiam
~Ania
Ojej, coś mi się porobiło w kolorach i w niektórych postach są kolory czcionki, których nie powinno być, postaram się to naprawić jak najszybciej, bo na razie pomimo zmieniania koloru i aktualizowania postu, nic się nie dzieje :/








