Tyle was tu było

piątek, 10 czerwca 2016

Ferie na Kubie 2016

Hej!
Ferie były jakiś czas temu, ale nie mogłam się zebrać, żeby napisać tego posta. Jak widać po tytule, byłam w dość, niebanalnym miejscu- na Kubie :D Leciałam tam z dziadkami, w trzeci dzień ferii z lotniska w Warszawie. Lecieliśmy Dreamliner 'em, około 12 godzin. Wylądowaliśmy na lotnisku w Holguin. Pierwsze wrażenia?
-Łaaaa! Palma!!! XD
Mimo tego, że palmy widziałam w Egipcie, to te wydawały mi się bardziej malownicze, bajkowe. Ciężko mi się tam oddychać, bo powietrze było ciepłe, wilgotne i ciężkie, jednak po kilku dniach przyzwyczaiłam się. Ocean- krystalicznie czysty, przejrzysty... Ahhh... Tęsknię za tymi chwilami <3 Było naprawdę bardzo ciepło 30-35 stopni, aż miło było myśleć, że ja tu się opalam a inni marzną xD Jeśli chodzi o jedzenie, to byłam mile zaskoczona, dla każdego coś dobrego. Było dużo bananów w różnych formach, np. smażone, pieczone, panierowane, w sosie klonowym, były też owoce morza, ale ja ich osobiście bałam się spróbować xD Zakochałam się tam na nowo w ananasach <3 :P
Jeśli chodzi o ludzi, to było tam bardzo dużo Kanadyjczyków i było widać, że się znają z kelnerami, czy obsługą hotelową (jakby nie patrzeć, to jednak nie mają daleko na tę Kubę). Poznałam też tam bardzo miłych ludzi, np. małżeństwo z córeczką z Anglii, ale pochodzili z Polski (byli przemili <3), Karolinę z Malborka, państwa Szkotów z wnuczką (podszkoliłam się dzięki temu w angielskim xD).

Widok z samolotu :)






Łabędź z ptysiów xD Zakochałam się tam w ciastach i słodyczach! Po prostu pycha! :3


Dróżka pomiędzy bungalowami (to się tak pisze? xd).





Ocean <3









 

Krabik xD


 Jakieś, dziwne, wodne coś xD




Oczywiście, jak moglibyśmy nie pojechać na jakąś wycieczkę krajoznawczą?! Wybraliśmy się do miasta Santiago de Cuba i muszę powiedzieć, że w hotelu jest tak pięknie, idealnie, a poza nim bieda i brud... Byliśmy we wzorowym, wyposażonym gospodarstwie, gdzie była kuchenka, lodówka, telewizor, paw, dwie świnie, papuga i mini bananowiec. Niestety nie wszystkich Kubańczyków stać na takie luksusy. Szczerze, to bałam się chodzić po mieście bez przewodniczki, gdy mieliśmy czas wolny. Więc teraz walnę kilka zdjęć z miasta :P



















I oczywiście cudne, stare samochody <3






Byliśmy również na wycieczce w delfinarium, gdzie był pokaz lwów morskich, a następnie najlepsza rzecz, czyli... Pływanie z delfinami! Wchodziliśmy do dużego zbiornika wodnego (swoją drogą, woda była lodowata) i dzieliliśmy się na dwie grupy. Każda grupa miała swojego delfina. Głaskaliśmy go, całował nas, lizał, można było sobie również zamówić profesjonalne zdjęcie z delfinem, co uczyniliśmy (jest wywołane i powieszę go w antyramie xd). Na koniec był pokaz delfinów :D

I tak się zakończyła mniej więcej moja przygoda na Kubie. Oczywiście, nie mogliśmy wyjechać bez rumów i cygar :P Wracaliśmy z tego, co pamiętam 9 godzin, więc dużo krócej. 



I na koniec zdjęcie fioletowego Słońca z samolotu :o


Pozdrawiam

~Ania

Ojej, coś mi się porobiło w kolorach i w niektórych postach są kolory czcionki, których nie powinno być, postaram się to naprawić jak najszybciej, bo na razie pomimo zmieniania koloru i aktualizowania postu, nic się nie dzieje :/